czwartek, 23 listopada 2017

Stylizacja: Sweter w paski, spodnie z dziurami i karmelowe dodatki

Dzień jak co dzień, dzień po dniu, i mamy koniec listopada. Jesień mnie nie lubi. Bo jak przy ośmiogodzinnym dniu pracy, kiedy wychodzisz po ciemku, wracasz po ciemku, a w weekend pruje żabami, masz zrobić zdjęcia na bloga? Pani Jesień ostatnio rozgrzewa mnie do czerwoności, może dlatego, że czerwień to trend sezonu. Jeśli tak, to ja tej czerwieni nie lubię i nie chcę. I naprawdę ta sprawa ze zdjęciami nie jest łatwa i trochę przypomina mi to jazdę po torze wyścigowym slalomem między przeszkodami. Liczę na wyrozumiałość!
Dzisiejsze zdjęcia udało się zrobić w ostatni weekend, cudem, w drodze powrotnej z zakupów, o których wspominałam na moim instagramie @agakablog, na który serdecznie zapraszam. W stylizacji połączyłam jedne z ulubionych jeansów z dziurami na kolanach, z cienkim sweterkiem w paski, który upolowałam niedawno w second handzie. Uwielbiam pasiaki, uważam, że to jedna z najbardziej uniwersalnych części garderoby. A Wy lubicie ciuchy w paski? :)






sweter: mango / second hand
spodnie: new look / second hand
płaszcz: h&m / second hand
torebka: lindex / second hand
buty: ccc

zdjęcia: T ♥

poniedziałek, 6 listopada 2017

Stylizacja: Koszula w kratę, gruby kardigan i buty sportowe

Bywam koszmarna. Marudzę, pouczam, upominam ludzi. W pewnych kwestiach jestem perfekcjonistką i głęboko dotyka mnie partactwo ludzi wokół mnie. Jestem straszną klientką. Jeśli za coś płacę, wymagam profesjonalizmu i szacunku. Czy to niezwykłe, aby traktować ludzi tak, jak sami byśmy chcieli być potraktowani? Do szału doprowadza mnie namiętne zamiatanie pewnych błędów pod dywan, udawanie, że nic się nie stało i robienie ze mnie jako klienta przysłowiowego idioty. W tym wszystkim mam na myśli kwestie zawodowe, pewne standardy, które w cywilizowanym kraju powinny być normą. Też tak macie?
Dzisiejsze zdjęcia zostały zrobione w przeuroczej scenerii poznańskiej fontanny, którą jak mogliście zobaczyć w poprzednim poście, mieliśmy tuż przed oknami naszego pokoju. Fontanna okazała się wdzięcznym tłem dla dość ciemnej, nieco już jesiennej stylizacji. Lubię proste zestawy, jak ten. Koszula w kratę, ciepły kardigan, który zastąpił mi dzielnie płaszcz czy kurtkę, i sportowe buty. Miejski, wygodny look na luźny dzień ze znajomymi. :)







kardigan: monki / second hand
koszula: h&m / second hand
jeansy: second hand
torebka: second hand
buty: renee

zdjęcia: T ♥

poniedziałek, 30 października 2017

Podróże po Polsce: Miasto koziołków, czyli weekend w Poznaniu



W Poznaniu nigdy wcześniej nie byłam tak, żeby go zwiedzić. Korzystając z okazji, że dostałam zaproszenie, aby poznać uroczą córeczkę przyjaciółki (Agusia także bloguje, znajdziecie ją TUTAJ), wybraliśmy się do stolicy wielkopolski na weekendową wycieczkę. Oprócz głównego celu wyjazdu, chcieliśmy także pozwiedzać i coś zobaczyć, dlatego nieco powłóczyliśmy się po Poznaniu. W międzyczasie udało nam się także dotrzeć do kina, na bilard i zjeść mnóstwo pysznej pizzy. To był bardzo aktywny fizycznie weekend, ale pełen psychicznego relaksu i odpoczynku od szarej rzeczywistości. Zapraszam Was na króciutką relację z tego weekendu. :)


POZNAŃSKIE STARE MIASTO

Sobotę w Poznaniu rozpoczęliśmy wizytą na starym mieście. Poznański rynek jest śliczny, nieco podobny do wrocławskiego, może ze względu na to, że niegdyś były to miasta niemieckie. Kolorowe kamieniczki, restauracje, straganiki z pamiątkami. Bardzo przyjemnie spaceruje się wśród takich widoków, podziwiając piękną, starą architekturę. Jednak oczywiście Poznań to miasto koziołków i to właśnie one są główną atrakcją. Tak jak w Krakowie hejnał w południe, tak koziołki w Poznaniu możemy zobaczyć także punkt dwunasta. Już dłuższą chwilę przed całym przedstawieniem, przed budynkiem poznańskiego ratusza zbierają się tłumy. Kawiarnie, z których widać ratusz, mają w okolicach tej godziny kosmiczne utargi. Koziołki tłuką się rogami przez chwilę, wzbudzają wiele pozytywnych emocji, a dopełnieniem całego przedstawienia były stojące obok żywe koziołki - miły akcent, szczególnie dla dzieciaków.








ZAMEK KRÓLWESKI

Jeśli chodzi o poznański zamek królewski, to w ogóle mi się nie podobał. W porównaniu do mojego krakowskiego Wawelu, poznański zamek jest nijaki i nie robi większego wrażenia, ale przecież nie można mieć wszystkiego. Okolice zamku są pełne zieleni, jest tam także sporo fontann, więc spaceruje się bardzo miło.






ROZRYWKOWY WIECZÓR

Wieczorem wybraliśmy się z rodzicami Idalki i samą Idalką do centrum handlowego na kręgle. Niestety, wszystkie tory w kręgielni były zarezerwowane, więc ostatecznie padło na bilard. Pierwszy raz grałam w bilard, nawet nie wiedziałam, że to może być taka frajda! :) W samym centrum urzekła mnie instalacja z kolorowych parasolek, wyglądało to świetnie. Tak swoją drogą to Poznań ma chyba największe stężenie galerii handlowych na metr kwadratowy - gdzie się nie ruszysz, tam galeria.





NOCLEG W POZNANIU

Zaczynając poszukiwania noclegu w Poznaniu na weekend, przeraziłam się. Po pierwsze mimo tego, że był to już wrzesień, obłożenie wszelkich hosteli, czy pensjonatów było ogromne. Po drugie ceny okazały się zabójcze. Ostatecznie tak naprawdę okazało się, że musimy wybierać pomiędzy dwoma miejscami, które jakkolwiek mieściły się w granicach przyzwoitości jeśli chodzi o cenę i komfort zakwaterowania. Padło na Hostel Very Bery, który urzekł nas głównie lokalizacją tuż przy starym mieście - Al. Marcinkowskiego 11. Dodatkowo przekonał nas fakt, że na Booking.com hostel ma ocenę 8,6!

Jakie ceny?
Za dwie noce, w pokoju dwuosobowym w standardzie jakby nie było hostelowym, czyli ze wspólną łazienką poza pokojem, zapłaciliśmy 400 zł. W tą kwotę wliczony był parking, który jak się okazało był dodatkowo płatny bodajże 20 zł za dobę i tutaj warto dodać, że warto wykupić takie miejsce parkingowe, bo inaczej może być z tym ciężko. Dodatkowo zdecydowaliśmy się na śniadania w formie bufetu w kwocie 10 zł za osobę, co było strzałem w dziesiątkę, bo nie musieliśmy się martwić o tego typu zakupy.

Co na plus?
Hostel znajduje się dosłownie 5 minut od starego rynku, więc w samym centrum, co jest jakby nie było wygodne. Tak jak pisałam wyżej jest możliwość dokupienia parkingu, który znajduje się na podwórzu kamienicy, w której znajduje się hostel, co zapewnia bezpieczeństwo naszemu samochodowi. I tak jak już wyżej wspomniałam możemy zainwestować w śniadania w formie szwedzkiego stołu, gdzie jemy ile chcemy - fajna sprawa. Podobał nam się także widok z okna, był przyjemny i ładny. Na plus zaliczamy także mnogość dostępnych łazienek, dzięki czemu nie było problemów z wieczną kolejką do wanny, czy toalety.

Co na minus?
Przede wszystkim pomimo opinii, które wyczytałam na Bookingu, w hostelu było brudno. Głównie zwróciłam uwagę na kuchnię, w której podawane były posiłki, jedzone na brudnych stołach i w towarzystwie zlewu pełnego brudnych naczyń. Łazienki pomimo, że nie najgorsze, pozostawiały nieco do życzenia - nie sądzę by ktokolwiek miał przyjemność z brania prysznica z zatkanym brodzikiem i stania po kostki w nagromadzonej wodzie. Problematyczny też wydaje się fakt, że każdorazowo przy wjeździe czy wyjeździe z parkingu, musimy dzwonić do obsługi hostelu i prosić o otworzenie bramy.

Moja opinia
Po pobycie w Very Berry doszliśmy do wniosku, że czasem nawet ocenami na popularnych i pozornie godnych zaufania portalach, ciężko się sugerować. Myślę, że miejsce nie jest warte opinii 8,6 jaką posiada na Booking.com. Głównie na moją opinię wpłynął fakt tego, że w hostelu wcale nie jest czysto, a brudu w okolicach gdzie jem, wybitnie nie lubię.








POZNAŃSKA PALMIARNIA

Poznańska palmiarnia jest największa w Polsce i jedna z największych w całej Europie. Uznaliśmy więc, że warto jest ją odwiedzić przy okazji wizyty w stolicy Wielkopolski. Palmiarnia dzieli się na kilka pomieszczeń pełnych egzotycznych roślin, pięknych kwiatów , ale posiada także część z akwarium, gdzie możemy podziwiać wiele ciekawych gatunków. Po drodze spotkaliśmy także cudowne, kolorowe papugi, od których nie mogliśmy oderwać wzroku i jaszczurę.
















PALMIARNIANA KAWIARNIA

Świetną sprawą jest to, że w palmiarni znajduje się kawiarnia 7 Kontynentów. Możemy więc wśród zieleni usiąść, zamówić coś słodkiego i odpoczywać. Ciekawym elementem jest to, że nad stolikami kawiarni ciągną się korytarze, którymi pomiędzy terrariami, mkną zapracowane mrówki. Jeśli chodzi o to co oferuje kawiarnia to mamy do wyboru sporo - są śniadania, naleśniki, ciasta, napoje gorące i zimne. Tomek skusił się na naleśniki, ja wzięłam szarlotkę - przepyszne! :) Atmosfera w lokalu jest bardzo przyjemna, jest spokojnie i bardzo relaksująco. Warto tam zajrzeć.