sobota, 10 czerwca 2017

Stylizacje: Haftowana bluzka i nieśmiertelna szarość

Wchodzę do ogromnego pomieszczenia w starej, obskurnej kamienicy w podworcu w centrum Krakowa. Przede mną rozpościera się ocean wieszaków. Idę między nimi, przeglądając spokojnie zawartość, szukając...sama nie wiem czego. Ale przecież to jest najfajniejsze, że nigdy nie wiem co wyszukam. Po kilkunastu dłuższych chwilach już nieco od niechcenia błądzę przysłowiowymi alejkami, z pustym koszykiem. Wędrówka doprowadza mnie do wieszaka z okryciami wierzchnimi. Oglądam, wertuję- nicość. I już zniechęcona do bólu, niechętna do dalszych wykopalisk, prawie odchodzę, ale w ostatniej chwili mój wzrok przyciąga ON! Jakby cud się zdarzył, jakby modły w myślach odprawiane nagle się spełniły. On, i to jeszcze jaki...! Nie za gruby ani nie za cienki, idealny, perfekcyjny w każdym calu. Błękitny, pastelowy płaszcz. Takie nie przymierzając baby blue. Nawet się nie zastanawiałam, bo przecież wiosna, wiosna idzie. Ale jego dalsza historia jest nieco smutniejsza. Bo co z tego, że byłam taka dumna z mojego zakupu, że unosiłam się trzy metry nad niebem. I co z tego, że kolor i fason i cały on, taki idealny, trafił w moje ręce. Nic mi po tym, skoro ta wiosna, ta piękna i słoneczna, która miała być tego roku, nigdy nie nadeszła...?! Tak wygląda właśnie moje piątkowe, filozoficzne przemyślenie.
Kobieta zmienną jest i myślę, że każda kobieta, która teraz to czyta, dobrze mnie rozumie. Dlatego też dzisiaj przychodzę z nieco bardziej eleganckim zestawem niż ostatnio i może nawet powinnam napisać niż zazwyczaj. Całość utrzymałam w stonowanej kolorystyce bieli, granatu i szarości. Główną rolę gra tutaj bluzka, z której nazwaniem miałam mały problem. Czy ona jest koronkowa, czy właśnie haftowana? Czy może jeszcze inna? Sama nie wiem. Do tego proste, granatowe jeansy i szare dodatki w postaci torebki i lordsów. Klasycznie, elegancko, ale wygodnie. :)






bluzka: next / second hand
spodnie: second hand
torebka: river island / second hand
buty: second hand

zdjęcia:

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Stylizacje: Zwykły t-shirt, spodnie z przeszyciami i sportowe buty

I tak oto mamy już czerwiec! jestem szczęśliwa z tego powodu, bo właśnie zaczyna się moja ulubiona pora roku - lato. Szkoda tylko, że wiosna, która miała być piękna i słoneczna, nie była nam zbyt przychylna. Mam jednak nadzieję, że takie temperatury jak teraz i słoneczne dni, utrzymają się, tym bardziej, że za dwa tygodnie zaczynam swój tegoroczny urlop nad moim ukochanym polskim morzem. Miniony miesiąc był bardzo intensywny, w każdym znaczeniu tego słowa. Był pełen wrażeń, wyjazdów, relaksu, ale także niesamowicie ciężki fizycznie i pracowity. Czerwiec nie zapowiada się wcale lepiej, ale muszę przyznać, że to wszystko mi się bardzo podoba. Myślę, że całe moje lato takie będzie, jeszcze dużo pracy przede mną. Wiem, że jestem dość tajemnicza, ale póki co nie chcę zapeszać, dlatego nie dzielę się z Wami co konkretnie się dzieje. Jednak spokojnie, na pewno pojawi się tutaj jakiś post na ten temat!
Nawet nie pamiętam kiedy pozowałam do zdjęć. To straszne kiedy po kilku miesiącach chcesz zrobić zdjęcia looku, a okazuje się, że zarówno Ty jak i fotograf trochę wyszliście z wprawy. Dzisiejszy set jest kwintesencją tego co uwielbiam, czyli zupełnie luźny, wygodny i klasyczny w kolorystyce. Zwykły t-shirt z nadrukiem połączyłam z granatowymi spodniami, które jednak nie są takie zwyczajne, bo posiadają ciekawe detale - przeszycia na kolanach i zamki u dołu nogawek. Do tego dorzuciłam niesamowicie modne w tym sezonie sportowe buty i wygodną, pojemną torbę. :)








spodnie: denim-co / second hand
t-shirt: sinsay [9,99 zł]
zegarek: @
okulary: nn
torba: second hand
buty: @

zdjęcia: MaBaKo ♥

poniedziałek, 29 maja 2017

Podróże po Polsce: Spływ Dunajcem, Palenica i Wąwóz Homole

Wiem, wiem. Ostatnie wpisy to wciąż podróżnicza tematyka, a jakby nie było miała być ona jedynie dodatkiem. Powiem szczerze, że sama jestem zdziwiona jak dużo podróżuję w ostatnim czasie. Nie żebym narzekała, bo uwielbiam jeździć, zwiedzać nowe miejsca, nowe kraje, doświadczać nowych rzeczy. Później lubię też się dzielić nimi z Wami. Mam także nadzieję, że moje posty o podróżach i wyjazdach są pomocne. Sama, planując jakąś podróż, lubię znaleźć w sieci coś na temat danego miejsca, przeczytać praktyczne wskazówki, czy poznać opinię czy warto skorzystać z jakiejś atrakcji, czy niekoniecznie. A Wy jakie macie zdanie na ten temat? Korzystacie z podobnych postów, czy raczej zdajecie się na spontan?
W minioną niedzielę zrealizowaliśmy zaplanowaną już jakiś czas temu wycieczkę w Pieniny. Ostatnio ze względów urlopowych jak i pogodowych nie wyszło, ale tym razem postanowiliśmy nie odpuszczać. Co prawda kapryśna w ostatnich tygodniach pogoda nieco nam uprzykrzała wyjazd, ale na szczęście wszystko udało się odhaczyć. Bardzo lubię takie wycieczki, nawet te jednodniowe. Tego typu wypady cudownie ładują bateryjki i pozwalają odetchnąć od codzienności. :)


SPŁYW DUNAJCEM

Pierwszą i główną atrakcją naszego wyjazdu był spływ Dunajcem, na którym najbardziej nam zależało. Miejscem rozpoczęcia były Sromowce Wyżne. Samą przystań flisacką można łatwo znaleźć, bo jest dobrze oznaczona, co znacznie ułatwia sprawę. Na miejscu zastaliśmy parking - oczywiście płatny (10 zł). Opłata jest jednorazowa, co np. w naszym przypadku mijało się z celem z racji tego, że po spływie planowaliśmy pojechać w inne miejsca i musieliśmy wrócić po samochód... Cała atrakcja rozpoczyna się w przystani flisackiej w Sromowcach Wyżnych. Jeśli ktoś boi się wody, zdecydowanie nie polecam, bo żartobliwie przez nas nazwana tratwą łódź, wykonana jest z drewna i zdecydowanie nawet nie wygląda na zbyt stabilną. My zdecydowaliśmy się na krótszą trasę, która trwała nieco ponad dwie godziny. Początkowy odcinek całego spływu nie jest zbyt ciekawy, jednak w późniejszej części widzimy wiele widoków, które można podziwiać właściwie tylko z poziomu Dunajca. Oczywiście jak każdy wie, Dunajec jest granicą pomiędzy Polską, a Słowacją, dlatego też przez czas spędzony na tratwie, przebywamy w dwóch miejscach na raz. Łódką kierowało dwóch flisaków, z których jeden snuł opowieści o Pieninach i umilał nam czas dowcipami. Spływ zakończyliśmy w Szczawnicy, gdzie w restauracji zaraz obok przystani, zjedliśmy solidny obiad i ogrzaliśmy się gorącą herbatą. :)


 REZERWACJA MIEJSC:  Miejsce na spływ można zarezerwować i opłacić on-line we wcześniejszym terminie, jednak na miejscu może Was spotkać (tak jak i nas) niezbyt miła niespodzianka. Niestety po przyjeździe okazało się, że pomimo wcześniejszej rezerwacji na konkretną godzinę, uczestnicy są zmuszeni czekać, aż zbierze się minimalna liczba osób, aby spływ się odbył. Czas oczekiwania jest oczywiście nieokreślony. Ten aspekt wywarł na nas niezbyt pozytywne uczucia. Bilety można także zakupić na miejscu w kasie.

 CENA SPŁYWU:  Kwota, którą musimy zapłacić za bilet wynosi około 65 zł - w zależności od wybranej trasy oraz tego, czy zakupimy bilet powrotny na busa, który odwozi nas na miejsce rozpoczęcia wycieczki.

 DOSTĘPNE TRASY:  Sromowce Wyżne - Szczawnica (2 h 15 min) oraz Sromowce Wyżne - Krościenko (2 h 45 min).

 DODATKOWE OPŁATY:  10 zł za parking (opłata jednorazowa), 2 zł - toaleta w budynku przystani.

 PRZYDATNE WSKAZÓWKI:  Z racji tego, że przez ponad dwie godziny siedzimy właściwie w bezruchu, a od tafli wody zawsze wieje chłodem, polecam ubrać się nieco cieplej niż na wycieczkowanie lądem. W niepewną pogodę myślę, że warto także zabrać kurtkę przeciwdeszczową lub pelerynkę. W pobliżu przystani flisackiej są sklepiki, w których można kupić pamiątki z Pienin.











WYJAZD NA PALENICĘ

Jako kolejną atrakcję wypadu przyjęliśmy sobie wyjazd wyciągiem na Palenicę. Zimą wyciąg funkcjonuje jako typowy wyciąg narciarski, zaś latem staje się chyba bardziej atrakcją turystyczną lub ewentualnie wyciągiem dla innych sportów np. downhillu. Sam wyjazd wyciągiem jest fajna sprawą, a z góry rozciąga się piękny widok na pasma górskie. Pewnie gdyby dzień był ładniejszy, to i widoczność byłaby lepsza niż w naszym przypadku, jednak dla mnie i tak widoki są zapierające dech w piersiach. Ciekawą atrakcją, szczególnie dla najmłodszych, może być także dostępna na Palenicy zjeżdżalnia wózkowa. My z niej niestety nie skorzystaliśmy, ale na pewno jest to dodatkowa frajda. :)


 CENA:  Przejazd góra-dół dla osoby dorosłej to koszt 17 zł. Nie wiem czy funkcjonuje to jako norma, jednak my do biletów na spływ, otrzymaliśmy kupon z 20% rabatem na wyjazd na Palenicę w ten sam dzień. Koszt jednego przejazdu na zjeżdżalni wózkowej to 8 zł.






WĄWÓZ HOMOLE

Ostatnim punktem naszej wycieczki był Wąwóz Homole, którym ja osobiście jestem nieco rozczarowana. Spodziewałam się czegoś innego, bardziej malowniczych widoków, których niestety nie było. Za to było sporo schodów. Jeśli wąwóz nie znajduje się jako punkt przejściowy na szlaku Waszej pieszej wycieczki górskiej, zdecydowanie nie polecam specjalnego wypadu tylko w to miejsce. Chyba, że jesteście wybitnymi fanami poznawania struktury gór i genezy ich powstawania... :)


 CENA:  Wejście na teren wąwozu jest bezpłatne, jednak parking obok już tak - 3 zł / godzina.







Mój wycieczkowy strój:
buty: MERG
kurtka: vero moda / second hand
spodnie: second hand
plecak: quechua